Krótko
Uczę od 2008 roku. Mam za sobą ponad 500 wystąpień, pracę na oddziałach onkologicznych i psychiatrycznych, w hospicjach i w szkołach. Jestem autorem książki dokumentującej osiem lat pracy w placówkach oraz prezesem fundacji.
To są miejsca, w których spokój albo się ma i potrafi się nim podzielić, albo się go nie ma — i widać to natychmiast, bo ludzie w takich sytuacjach wyczuwają fałsz w pierwszej minucie. Tam nauczyłem się najwięcej z tego, czego dziś uczę.
Jako mediator siadam między ludźmi, którzy przestali ze sobą rozmawiać. Jako arteterapeuta pracuję dźwiękiem tam, gdzie słowa jeszcze nie docierają. Studia psychologiczne dały mi coś jeszcze: wiem, kto się czym zajmuje — i potrafię powiedzieć, kiedy sprawa wykracza poza to, w czym pomagam.
Kwalifikacje
Wpisany na listę stałych mediatorów przy Sądzie Okręgowym w Warszawie. Prowadzę mediacje rodzinne, partnerskie, okołorozwodowe, sąsiedzkie i w zespołach.
Obowiązują mnie zasady dobrowolności, bezstronności i poufności.
Dyplomowany arteterapeuta. Pracuję dźwiękiem i muzyką — na oddziałach szpitalnych, w hospicjach, w szkołach i w gabinecie.
Ponad 500 wystąpień.
Studiuję psychologię (obecnie na urlopie dziekańskim). Za mną cztery semestry i 120 punktów ECTS.
To nie czyni mnie psychologiem. Nie diagnozuję, nie leczę i nie prowadzę psychoterapii — i uprzedzam o tym każdego, kto do mnie przychodzi.
Absolwent Politechniki Wrocławskiej. Wykształcenie techniczne zostawiło mi nawyk, który przydaje się w gabinecie: rozkładać rzeczy na części i sprawdzać, co konkretnie nie działa.
Doświadczenie
Lata pracy na oddziałach onkologicznych i psychiatrycznych oraz w hospicjach. Osiem lat tej pracy opisałem w książce.
Tam nauczyłem się, że obecność bez pośpiechu robi więcej niż dobrze dobrane zdanie.
Byłem głównym trenerem programu profilaktyki zdrowia psychicznego dla młodzieży, który objął ponad 1300 uczniów.
Po zajęciach zostawało zwykle kilkadziesiąt anonimowych pytań i kilkanaście dłuższych rozmów.
Sprawy rodzinne i okołorozwodowe — czyli rozmowy prowadzone wtedy, gdy emocje są najwyższe, a stawką bywają dzieci.
Każda taka rozmowa jest ćwiczeniem spokoju w praktyce.
Ponad 500 wystąpień: koncerty, warsztaty, spotkania, występy przed publicznością, która wcale nie musiała mnie polubić.
Stamtąd wiem, co robić z rękami, oddechem i głosem, gdy ciało odmawia współpracy.
Uczę od 2008 roku, indywidualnie, także osoby zaczynające od zera i takie, których nigdy nie widziałem na żywo.
Uczeń przy instrumencie uspokaja się szybciej niż przy dobrej radzie — to widać na każdej lekcji.
Osiem lat pracy muzycznej w placówkach opisałem w książce. Kieruję też fundacją działającą na rzecz dzieci i osób w trudnych sytuacjach.
Pisanie o tym zmusiło mnie, żeby nazwać to, co wcześniej robiłem odruchowo.
Czego nauczył mnie szpital
Grałem na oddziałach onkologicznych i psychiatrycznych, w hospicjach, przy łóżkach dzieci i dorosłych, którym zostało niewiele czasu. To miejsca, gdzie każdy fałsz słychać natychmiast — pacjent w takiej sytuacji wyczuwa nieszczerość w pierwszej minucie i po prostu się zamyka.
Nauczyłem się tam trzech rzeczy, na których dziś stoi cała moja praca. Że obecność bez pośpiechu robi więcej niż najlepiej dobrane zdanie. Że nie trzeba nic naprawiać, żeby komuś ulżyło — czasem wystarczy zostać. I że własny spokój jest warunkiem wejścia: kto sam jest roztrzęsiony, ten nie uspokoi nikogo, choćby mówił najmądrzejsze rzeczy.
Później te same rzeczy sprawdziły się wszędzie indziej: w szkolnej sali z klasą, która nie chciała słuchać, przy stole mediacyjnym między ludźmi w trakcie rozwodu i w gabinecie, gdy ktoś mówi coś, czego nie powiedział nikomu.
Dlaczego ten gabinet
Od lat słyszę od bardzo różnych osób to samo: że przy mnie robi się spokojnie i że ten spokój się udziela. Że powiedzieli mi rzeczy, których wcześniej nie mówili nikomu.
Długo myślałem, że to po prostu taki charakter. Dziś wiem, że to nieprawda — to zestaw umiejętności, których się nauczyłem: przy łóżkach chorych, na scenie, przy stole mediacyjnym i na studiach. A skoro dało się ich nauczyć mnie, to da się nauczyć każdego, kto chce.
Stąd ten gabinet i jego jedyne założenie: świętego spokoju można się nauczyć i trzeba o niego zadbać.
Gdzie stawiam granicę. Jestem mediatorem, arteterapeutą i studentem psychologii — nie psychologiem, nie psychoterapeutą, nie lekarzem. Nie diagnozuję, nie leczę i nie prowadzę psychoterapii. Kiedy sprawa wymaga pracy klinicznej, mówię to od razu i kieruję do współpracującego specjalisty. Uważam, że umiejętność powiedzenia „to nie do mnie” jest częścią zawodu.
Poza gabinetem
Napisałem książkę dokumentującą osiem lat pracy muzycznej w placówkach medycznych. Pracuję nad kolejnymi.
Kieruję fundacją realizującą działania na rzecz dzieci i osób w trudnych sytuacjach.
Uczę gry na instrumentach i śpiewu — indywidualnie, także od zera. To osobna część mojej pracy, prowadzona pod inną marką.
Pierwszym krokiem jest rozmowa wstępna: dwadzieścia minut, bezpłatna — na opisanie sprawy i ustalenie, czy mieści się ona w zakresie mojej pracy. Dane kontaktowe i formularz znajdują się na stronie kontaktu.
Umów rozmowę